sobota, 21 grudnia 2013

I tak dalej.

Święta już tuż tuż, a ja na myśl o gotowaniu dostaję gęsiej skórki.
Mój cały czas zajmują zakupy, sprzątanie i trzymanie Jana z dala od choinki.
Te święta są dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Mam nadzieję, że podołam. :)

Czy tylko ja dostaję zawrotu głowy, gdy wchodzę do jakiegokolwiek sklepu?
Muszę kupić coś konkretnego (nigdy nie chodzę do sklepu, gdy nie wiem co dokładnie mam zamiar kupić) i pół godziny zajmuje mi dopchanie się do półki, na której dany produkt się znajduje, a kolejna godzina mija mi na staniu w kolejce. Mogę sobie tylko wyobrazić co dzieje się w głowie kelnerki, która obsługuje ten cały tłum (siedząc w jedynej otwartej kasie) zwykle wściekłych, obrażonych na cały świat ludzi.
Moje problemy z zawrotami głowy związanymi z koniecznością zakupów nie dotyczą jedynie okresu przedświątecznego, ale niewątpliwie w tym czasie są one najostrzejsze.

Życzę wszystkiego, co najlepsze każdemu, kto tutaj zajrzy. :)

niedziela, 15 grudnia 2013

Podejście numer 1000000000000000000000.

Założyłam tego bloga masę czasu temu, włożyłam między książki i zapomniałam.
Przez ten czas zdarzyło się tak wiele, że trudno zmieścić to w głowie.
Nieraz zabierałam się do wyskrobania tutaj kilku, w miarę sensownych zdań- udało mi się t dopiero dziś.

MÓJ SYN!
12 lutego tego roku, o godzinie 20:25 na świat przyszedł Jan. Mój syn- to brzmi dla mnie tak dumnie.
Początki nie były kolorowe, a teraz wszędzie go pełno. Mój świat obrócił się do góry nogami i dobrze mi z tym.
Zdarzają się noce bez snu, a oczy nieraz przymykają mi się w najmniej odpowiednich sytuacjach, ale nie zamieniłabym tego na nic innego.
Bywają dni, gdy mówię jedynie o kąpielach, ząbkowaniu, gotowaniu dla dziecka, produktach pielęgnacyjnych, pieluszkach i kupkach. Chyba każda mama tak ma.

Muszę przyznać, że macierzyństwo otworzyło mi oczy.
Ludzie, którzy do tej pory byli blisko, martwili się, zawsze 'czegoś chcieli', nagle zniknęli. To jakaś naturalna selekcja?
Dla sytuacji, które wcześniej były problemami nie do rozwiązania, nie ma miejsca ani w mojej głowie, ani sercu. Przecież jestem zajęta codziennym sprzątaniem, które okazuje się być pracą iście syzyfową. :)



piątek, 28 grudnia 2012

Pierwszy.

Długo sie zastanawiałam nad założeniem bloga.
Setki myśli i dotykające mnie przeżycia sklonily mnie do tego.

Będę pisała o wszystkim: o ludziach, swoich zainteresowaniach, przemyśleniach i każdej rzeczy, która przyjdzie mi do głowy, a warta będzie (w moim mniemaniu) opisania :)

Na początek: LUDZIE.

Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć toku myślenia niektórych osobników naszego gatunku.
Można próbować, starać się ze wszystkich sił, a i tak wszystko na marne.
Czy ludzie mają wbudowany jakiś gen, który skłania ich do zatruwania innym zycia, do zazdrości o ich szczęście?
Czy cieszenie się szczęściem innych, małymi rzeczami to aż tak wielkie wyzwanie, że nie można mu podołać?
Oczywiście nie twierdzę, że wyscy są tacy sami.
Niestety z dotychczasowaych doświadczeń wiem, że coraz większa ilość ludzi podchodzi pod ten opis, co bardzo mnie zasmuca.

Pocieszam się faktem, że w moim otoczeniu znajdują się osoby, na które mogę liczyć, którym moge zaufać i które wierzą we mnie tak samo, jak ja wierzę w nie.
Każdy z nas potrzebuje kogoś takiego - nie wierzę, że mogłoby być inaczej.
I tak mi się wydaje, że jeśli każdy z nas ucieszyłby się z drobiazgu, zrobiłby coś dobrego dla drugiej osoby, byłby szczęśliwy. A co za tym idzie, świat byłby lepszy.



Może znajdzie się ktoś, kto to przeczyta.
Może ten ktoś przemyśli moje słowa, może uśmiechnie się, może poczuje się lepiej.