Założyłam tego bloga masę czasu temu, włożyłam między książki i zapomniałam.
Przez ten czas zdarzyło się tak wiele, że trudno zmieścić to w głowie.
Nieraz zabierałam się do wyskrobania tutaj kilku, w miarę sensownych zdań- udało mi się t dopiero dziś.
MÓJ SYN!
12 lutego tego roku, o godzinie 20:25 na świat przyszedł Jan. Mój syn- to brzmi dla mnie tak dumnie.
Początki nie były kolorowe, a teraz wszędzie go pełno. Mój świat obrócił się do góry nogami i dobrze mi z tym.
Zdarzają się noce bez snu, a oczy nieraz przymykają mi się w najmniej odpowiednich sytuacjach, ale nie zamieniłabym tego na nic innego.
Bywają dni, gdy mówię jedynie o kąpielach, ząbkowaniu, gotowaniu dla dziecka, produktach pielęgnacyjnych, pieluszkach i kupkach. Chyba każda mama tak ma.
Muszę przyznać, że macierzyństwo otworzyło mi oczy.
Ludzie, którzy do tej pory byli blisko, martwili się, zawsze 'czegoś chcieli', nagle zniknęli. To jakaś naturalna selekcja?
Dla sytuacji, które wcześniej były problemami nie do rozwiązania, nie ma miejsca ani w mojej głowie, ani sercu. Przecież jestem zajęta codziennym sprzątaniem, które okazuje się być pracą iście syzyfową. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz